czwartek, 9 lipca 2015

Shadows - Specjały

Hey~!
Obiecywane specjały! Postanowiłyśmy napisać dwa! To znaczy ten pierwszy powstał całkowicie przypadkiem podczas pisania czwartego rozdziału...
Wyjeżdżamy, a więc to chyba ostatni post, aż do naszego powrotu...
Mamy nadzieję, że uśmiejecie się czytając to! ^^



1. Co się dzieje gdy Mizuri i Shinobuu za długo siedzą nad Shadows i dostają szajby?


*Soren z dodatku*


* le rozmowa Chrisa i Merlii*


- Liah, widziałaś? Soren ostatnio przytył i trochę zmalał.
- Co nie? I taki jakiś niebieski się zrobił...
- I te uszy! A ta fryzura! Normalnie cud!
- Ciekawe w jakim salonie kosmetycznym mu to zrobili...


2. Specjał, ale już tak na serio. Pewna nieopisana sytuacja z perspektywy Sorena.


- Liah! Liah! Słyszysz mnie? - krzyknąłem.
Nic. Dziewczyna nadal leżała na biurku. I co ja mam z nią zrobić? Zasnęła w trakcie mojego wykładu… I jak ja niby mam być spokojny?! Siadłem obok niej. Gdy śpi nareszcie wygląda jakoś normalniej. Nie wścieka się, nie pokazuje języka, nie marszczy brwi, nie narzeka… Mogłaby już zostać taka na zawsze… Cicha i spokojna… Chwyciłem kosmyk jej włosów, które zleciały jej na twarz i już chciałem je wsunąć za jej ucho kiedy nagle do mojego mieszkania wparował Christopher.
- Soren, znowu molestujemy ŚPIĄCE uczennice? Masz jakieś dziwne fetysze, czy co?
- Wiesz co to znaczy “pukać”? I co ty tu tak właściwie robisz Chris? - warknąłem - Co za natarczywy dzieciuch…
- Oj tam dzieciuch… Jesteś starszy tylko o cztery miesiące, wielkie mi halo - odparł.
- Nie dość, że natarczywy, to jeszcze niegrzeczny… Co z ciebie wyrosło, kiedyś byłeś takim spokojnym chłopcem…
- I kto to mówi?! - wściekł się. - Pamiętasz jak kiedyś zakradłeś się do ogródka Pani Johanson i ukradłeś jej jabłko, tylko po to, żeby dać je jej później jako prezent? A potem jak na ciebie nawrzeszczała to napisałeś jej oficjalny list z przeprosinami na tablicy w klasie. Hahaha. Jakbym to rozpowiedział wszystkim, przestałbyś mieć tyle fanek. A znam jeszcze parę podobnych historii...

W tym momencie Liah podniosła głowę, trzymała rękę na twarzy. Po chwili ją zdjęła i zobaczyłem, że w ustach miała kosmyk włosów. Wyglądała tak niewinnie, prawie jak nie ona. Była cała czerwona. Nagle zorientowałem się dlaczego. Ona się śmiała! Czyli wszystko słyszała!. ZABIJĘ TEGO DZIECIUCHA CHRISA!
- Słyszałaś? - odezwał się niespodziewanie blondyn.
- Tak - ledwo to wykrztusiła, śmiejąc się - I chętnie usłyszę więcej, opowiadaj, Chris.
Nagle Liah parsknęła śmiechem, opadła z hukiem na stół i zaczęła głośno się śmiać i uderzać ręką o blat.
- A słyszałaś historię o tym jak Soren chciał przygarnąć kotka z ulicy, a później okazało się, że ma straszne uczulenie na koty? A i tak nie chciał go oddać. Przytulał go cały czas. Wiesz jak przekomicznie wyglądał? Cały czas kichał, był czerwony jak burak, a dorośli..
- Dosyć! - przerwałem mu, ale najwyraźniej nie posłuchał - Liah, znowu zasnę..
- Dorośli ganiali za nim bez przerwy, ale nie mogli zabrać mu kota. I wiesz co jeszcze? Jednym z wielu powodów dla których nie chciał oddać PANA BUBU było to, że bał się sam spać w nocy! Wiesz jakie denerwujące było spać w budynku naprzeciwko i cały czas widzieć zapalone światło i słyszeć kichającego Sorena?!

Liah znowu miała napad śmiechu. W sumie nie przestawała się śmiać, ale za “napady” uznawałem te silniejsze momenty, kiedy brakowało jej tchu. Przewróciła się na krześle i leżała na plecach.
- Liah! Liah! Wszystko w porządku? - podbiegłem do niej szybko, miała łzy w oczach - Hej! Liah! - Już chciałem ją podnieść, ale w tym momencie ona…
- Pan… Bu...bu? Hahahahahaha!
Znowu zaczęła się śmiać tak głośno, że chyba pół akademika ją słyszało. Liah zdjęła nogi z krzesła i zaczęła się tarzać po podłodze jak opętana.
- DOSYĆ! - krzyknąłem. Pociągnąłem Chrisa i wyrzuciłem go za drzwi - Do widzenia. Panu już dziękujemy. A ty…
Popatrzyłem gniewnie na Merlie.
- Soren? SOREN?! Co ty chcesz zrobić? Nie! Nie rób tego! - brzmiała, jakbym miał zamiar ja zgwałcić.
- O co ci chodzi?
- Pan Bubu od ciebie zaraz ucieknie!
I znowu parsknęła śmiechem. I ona mówi, że to ja jestem ten nienormalny… Znowu spróbowałem ją podnieść, ale za bardzo się wierciła. Poszedłem do kuchni, wziąłem szklankę z zimną wodą i chlusnąłem nią w tą głupią dziewuchę. Momentalnie się otrząsnęła, wstała i przybrała postawę bojową.
- Chcesz się bić? Chcesz się bić? - znowu robiła sobie jaja - Pan Bubu ci nie pomoże!
- Oh, ogarnij się wreszcie! Idziemy się uczyć, a ponieważ zasnęłaś, będę cię tu trzymał do wieczora! - nawrzeszczałem na nią.
- Tak, tak.. - usiadła grzecznie na krześle.
- Grzeczna dziewczynka. No dobra, to tera…
- Ale, wiedz, że… - przerwałam mi nagle - Pan Bubu nie przyjdzie ci z pomocą, jeżeli cię pobiję.
- Że co? O czym ty mówi…

Było za późno. Liah rzuciła się na mnie i przewróciła mnie. Leżałem na podłodze, a dziewczyna stała na czworakach nade mną. Podrapała mnie paznokciem pod brodą i miauknęła. CO TU SIĘ WYPRAWIA?!
- O cholera! Przegięłaś! Zostaniesz tu do jutra! - jak ja mam nad nią zapanować?!
- O! Czyli jednak masz jakieś dziwne fetysze, Panie Molestujący Uczennice? A może nadal boisz się spać sam? Hahahahaha!
- Czuję, że to będzie długa noc…


No to na tyle od nas ^^ Życzymy miłych wakacji, to znaczy kilkanastu dni bez Shadows XD

*Zdjęcie zrobione przez Mizuri w Ogrodzie Japońskim we Wrocławiu*

~ Mizuri i Shinobuu




środa, 8 lipca 2015

Shadows - Rozdział IV

Obiecany nowy rozdział ^^ Miłego czytania.



Zdenerwowany “Morgan” wparował do pokoju. Co tutaj się wyprawia?! Najpierw Soren każe mi przywołać broń, potem mówi, że jestem powalona, a na samym końcu wkurzony dyrektorek znikąd pojawia się w apartamencie i najwyraźniej ma ochotę coś rozwalić.
- Idziecie ze mną. Obydwoje - wycedził i wyszedł nie oglądając się.
Chłopak popatrzył na mnie gniewnie i pociągnął za sobą. ZNOWU. Co to jakieś jego hobby czy co? Pan Świnia ma najwyraźniej dziwne zainteresowania, takie jak porywanie młodych dziewczyn i wleczenie ich za sobą. I to niby ja jestem powalona…

Po chwili dotarliśmy do gabinetu Dyrektora. Wyżej wymieniony siedział już za biurkiem. Ja i Pan Prześladowca (który wreszcie mnie puścił) usiedliśmy na krzesłach po drugiej stronie stołu.
- Soren, czy ty wiesz co to oznacza?! To powoduje tyle komplikacji, że aż głowa boli! - krzyknął dyrektor
- Tak, wiem… Ale czy to w ogóle możliwe? - Soren wyraźnie stracił pewność siebie.
- Jak widać tak, niestety nie mam pojęcia co z tym zrobić - odchrząknęłam.
- Przepraszam, ale czy ja nie mam czegoś do powiedzenia w tej sprawie? W końcu to chyba dotyczy mnie, prawda? - zapytałam.
- Tak, tak. Przepraszam. No więc zacznijmy od początku. Skąd masz aż dwie bronie ze Świętej Siódemki Shatsu? - znowu pytania...
- Eeee… nie wiem. Po prostu się… pojawiły - brzmiałam jak ostatnia idiotka - Kiedy Pan… - ciemnowłosy chłopak spojrzał na mnie groźnie - Soren zaczął mnie uczyć, ja tylko robiłam, co kazał i tak znalazłam mój nowy sztylet. A co do Katany Demonów… na lekcji chciałam przyzwać swoją starą katanę - nie wiem, czy to dobrze, że szczerze im wszystko opowiadałam, ale czy miałam wybór? - Dzisiaj dowiedziałam się, że mam aż trzy Shatsu.
- Patrz, Soren, ktoś prawie pobił twój rekord - usłyszałam znajomy głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam właśnie jego. Tak, w drzwiach stał Chris.
- Chris? Co ty tu robisz? - skąd on się tu wziął?
- Liah! Nic, tylko przyszedłem przynieść tacie parę papierów .
- Tacie?! Że co?!
- To ty nie wiesz? - głos zabrał dyrektor Morgan. - Chris to mój syn. (*Mój mały Bubu* ~ dopis autorek xD, tak, szajba nam bije )
- Że jak?! Co?! Czemu ja o tym nie wiem?! Soren! Jak mogłeś nic mi nie powiedzieć?!
- Co?! Niby czemu ja?! On powinien sam się przedstawić! - oburzył się chłopak.
- Ciii… Spokojnie, to ja powinien był ci to powiedzieć - powiedział opanowany Chris.
Co tutaj się wyprawiało?! Jedyna osoba, która była dla mnie miła… Jedyna osoba, która mnie lubiła? Uznajmy to za chęć znania mnie… Ta osoba była synem jednego z moich największych wrogów. I co ja mam teraz zrobić? Ehhhh…
- Czegoś jeszcze ode mnie chcecie? - powiedziałam wstając.
- Jeszcze jedna rzecz. Co zamierzasz z tym zrobić? - zapytał Dyrektor.
- Nic, teraz już wiem jak kontrolować to, którą broń przyzywam, więc będę używać tylko mojej zwykłej katany. Przynajmniej będę się starać… Jeżeli to już wszystko, to ja już sobie pójdę - odpowiedziałam i poszłam w stronę odwrotną do wejścia.
- Liah, ale drzwi są tam - powiedział Chris i wskazał wyjście.
- Wiem - puściłam mu oko.

Te moce Cieni nareszcie się na coś przydadzą. Stanęłam na progu wysokiego okna za biurkiem Josepha Morgana.
- Liah! Co ty chcesz zrobić?! Nie! Czekaj! - krzyczał blondyn idąc w moją stronę.
- Żegnaj Chris - powiedziałam z uśmiechem.
W momencie w którym chłopak chciał złapać mnie za rękę wybiłam się, zrobiłam salto w powietrzu, “położyłam” się na plecach i zasalutowałam mu. Znowu się obróciłam i poleciałam w stronę drzew, które znajdowały się pode mną.
- LIAH! - usłyszałam tylko zdesperowany krzyk chłopaka.

Naiwny. Eh… Chwyciłam się gałęzi, rozkołysałam się i wskoczyłam na nią, przykucnęłam. Dobra, szybko licząc mam jakieś dziesięć minut zanim Soren wytłumaczy wszystko Chrisowi i tu przyjdzie. Może trochę więcej. Zawsze istnieje taka możliwość, że Pan Świnia sam zapomniał o tym, że jestem Cieniem, a moją specjalnością jest ponadprzeciętna zwinność. Co robić? Muszę wymyślić jakiś plan. Co teraz? Uciec? Wrócić? Nie. Przeżyć. Tak. Musze przeżyć. Muszę też zrobić coś z tysiącami Cieni uczącymi się w Akademii, którzy obecnie chcą mnie zabić. Uważają, że nic nie umiem. Muszę wywołać u nich respekt. Muszę się uczyć, ale nie mogę pozwolić na to, żeby Soren był przy mnie cały czas…

Nie mogę spędzać za dużo czasu w apartamencie… Muszę znaleźć jakąś kryjówkę… Muszę znaleźć sprzymierzeńców… Muszę… Unikać Chrisa, chociaż wcale nie chcę tego robić. Jeżeli będę za blisko niego, będę też blisko dyrektora, a do tego on może odkryć moje słabe punkty. Nadal do końca nie wiem czy jest po mojej stronie czy nie… Sześć minut. Czas leci. Muszę zdecydować co teraz. Via… Tak. Muszę iść do Vi. I znaleźć kryjówkę. Potrzebuję czegoś… czegoś w czym mnie nie rozpoznają. Peruka! I… Nowe ubrania… Ale kto mi je da? Muszę znaleźć kogoś kto mi pomoże...
- Liah! Wiem, że tu jesteś! Widzę cię! Nie tylko ty masz jakieś specjalne zdolności! - usłyszałam głos jakiejś osoby (cholera, jeszcze pięć minut!), a tą osobą był nikt inny jak…
- SOREN! Patrzcie to SO-REN! Co on tu robi w biały dzień?! - tak…
To był Soren, a te krzyki to grono jego fanek. Gdzie ja tak w ogóle jestem? Nie… Nie możliwe! Ja byłam… W miejscu w którym trenowały dziewczyny… Tak… Dzięki temu śmiesznemu urządzeniu zwanego “smartphonem” wiele się dowiedziałam. Chłopcy i dziewczyny mają podzielony teren do ćwiczeń. Tylko podczas lekcji trenujemy razem. Strefy są zrobione po to, żeby zapobiec zbliżaniu się chłopaków do dziewczyn podczas treningu, ponieważ uznano, że zagrażają oni naszemu bezpieczeństwu, gdyż jesteśmy za słabe. Eh… Za kogo oni nas mają…
- Mer! Chyba nie chcesz żebym do ciebie przyszedł, prawda? - przerwał moje rozmyślania Pan Świnia.

O kurde! Zapomniałam o tym, że nadal tu jest. I ZNOWU NAZWAŁ MNIE MER. Takich ludzi nie da się zmienić... No cóż, nic na to nie poradzę… Co mam zrobić? Wbrew pozorom nie jestem taka głupia, jeżeli chodzi o strategię. Podczas bitew w Queensfors to ja wszystko planowałam. Tak. Strategiem w tamtym mieście była Merliah Gray. Nie wspomniałam na samym początku o czymś bardzo istotnym. Może i Queensfros było biedne i terroryzowane, ale zanim powstały te silne organizacje, które poskromiły nasze główne organy bitewne, to właśnie nasze miasto wygrywało większość walk. Nikt nie wiedział kto dowodzi, nikt nie wiedział kto stoi na czele tego wszystkiego. Nikt, oprócz mnie. Kilku starszych weteranów przyszło kiedyś do mojego domu i oznajmiło, że zostaje strategiem, a to tylko i wyłącznie dlatego, że rzadko kiedy przegrywałam bitwę, gdy zdobywałam zasoby dla Vi, która wiecznie była słaba. Może to niedorzeczne, że szesnastoletnia dziewczyna była kimś tak ważnym, a jednak… Całe miasto znało mnie jako “Wielkiego Stratega”, wszyscy myśleli, że jestem jakimś starym, zapyziałym facetem… Dzięki tej pozycji miałam wiele dogodzeń, jak jedzenie czy sprzęt elektroniczny…
- Okej, wchodzę! - krzyknął ktoś na dole.
Coś jest ze mną nie tak, cały czas ostatnio odpływam. Soren będzie tutaj za jakieś dwadzieścia sekund, dam radę się stąd wydostać w ciągu piętnastu, ale co potem? Nie ma na to czasu. Zeskoczyłam na ziemię i pobiegłam. Pan Świnia zdążył tylko obrócić głowę i popatrzeć w moją stronę.
- Ty mała…! Wracaj tu! - on też zeskoczył z drzewa.

Ej, to nie fair, on nie był super-zwinny! Nawet nie musiałam patrzeć, żebym wiedziała, co teraz zrobi. Niestety, to nie wyjdzie. Pan Idealny będzie teraz próbował pobiec za mną, chwycić mnie za nadgarstek i pociągnąć w swoją stronę. Potrzebowałam tylko parę dni, żeby poznać nawyki żyjących tu ludzi. W chwilach, gdy wszyscy myśleli, że bujam w obłokach i nie słucham, ja obserwowałam. Wiedziałam wszystko. Od rozkładu dnia Morgana i Sorena, aż po rzeczy które robili uczniowie, każdy ruch, wszystko. Jednak mój plan nie pójdzie na marne. Jedną rzeczą, której nie przewidziałam, było tak szybkie przybycie Pana Świni. Teraz mam jeszcze parę minut, ponieważ grono jego fanek powinno go trochę przytrzymać, a wtedy… Poczułam silne ręce na mojej talii.
- Co? Jakim cudem?! Soren, oszukiwałeś!
Jeszcze jedna sprawa… Soren zna Akademię i wszystkie jej przejścia… Postanowiłam, muszę udawać przed nim, Chrisem i dyrektorem głupią i nieporadną, zbuntowaną dziewczynkę (ale taką, która szybko odpuszcza), a tak naprawdę będę tworzyć dalej swój doskonały plan.
- No widzisz, a teraz chodź t…
Unik. Tak jak przewidywałam. Chce mnie chwycić. Tak jak zawsze, mój prawy nadgarstek.
- Nie jesteś tutaj jedynym, który ma asa w rękawie.

Wyskoczyłam. Ten debil za nic tego nie przewidzi. Jesteśmy w miejscu, w którym znajduje się wiele murków i podestów. Mogę teraz spokojnie przeskoczyć i nadrobić trochę straconego czasu. Ta “moc” nie jest taka zła. Tyle, że jest jeden problem. Soren posiada “Sokole Oko” i widzi na ogromne odległości. Ogólnie widzi wszystko. To tak jakby jego oczy mogły się przemieszczać, kiedy on nadal stałby w jednym miejscu. Jedyną słabością Pana Świni było to, że nie mógł przenikać przez budynki. Gdy wejdę do środka nie będzie w stanie mnie zobaczyć, dopóki sam do niego nie wejdzie. Pobiegłam w stronę szkoły najszybciej jak umiałam. Byłam w połowie drogi, kiedy z jakiegoś zakrętu wybiegł Soren. Próbowałam zawrócić, ale był zbyt szybki. Nic dziwnego, miał za sobą całe lata treningu, a mój refleks nie był AŻ TAK dobry. Tym razem mnie zaskoczył. Zamiast chwycić mnie za rękę, podniósł mnie i zaczął nieść w stronę budynku.
- Ty mała cholero! - krzyknął, nie puszczając mnie. Nie wiem, jak, ale trzymał mnie w taki sposób, że unieruchamiał mi dłonie. - Wiesz ile cie szukałem?! I jeszcze musiałem wytłumaczyć temu ułomowi Chrisowi, że żyjesz! Jeszcze mnie popamiętasz...
W tym momencie przestałam słuchać. Myślałam o tym, że jego fanki mnie zabiją, bo przecież ich wielki idol dotyka jakiejś brudnej Dzikiej. Na dodatek zastanawiałam się, gdzie Pan Świnia mnie niesie. Czy znowu każe mi się uczyć? A może do dyrektora? Najlepszą opcją byłoby chyba, gdyby mnie zostawił w moim apartamencie.
- Gdzie mnie prowadzisz idioto? Co, może znowu do tego szurniętego dyrektorka?!
- Nie, nie tym razem - odparł nawet na mnie nie patrząc.

Co on sobie wyobraża?! Szliśmy w ciszy, a właściwie on szedł. Ku mojemu zdziwieniu nie weszliśmy do głównego budynku tylko go minęliśmy. Soren niósł mnie dalej. Z tego co wiem - ponieważ w moim telefonie znalazłam mapę Akademii - kierowaliśmy się w stronę Areny. Co on ma zamiar zrobić?! Chyba myliłam się co do niego. Coraz bardziej mnie zaskakuje. Nie dość, że przez niego mój plan legł w gruzach to jeszcze niesie mnie przerzuconą przez ramię… Co za marny los mnie spotkał! Hah… Nie dość, że dałam się złapać Sorenowi, to najwyraźniej zaczęłam dostawać szajby i mówić do siebie. I to jeszcze jakbym była jakąś pustą lalką! Ten facet źle na mnie wpływa i do tego to kompletne przeciwieństwo Chrisa! I jeszcze się okazało, że ten, który wydawał się dobry jest jednak po złej stronie! Nie. Stop. Na serio. Liah, ogarnij się. Zaczęłaś mówić jak jakaś idiotka… To nie Chris jest zły, to jego ojciec…
- Ej! Liah! Halo! Ziemia do Mer! - krzyknął mój prześladowca.
- Coś ty powiedział?! - to zaczynało mnie wkurzać.
- Wiedziałem, że to do ciebie dotrze.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś, idioto?
- Widzę, że już przestałem być Panem Świnią… Przynajmniej tyle dobrze.
Kurczę! Zapomniałam o tym! Miałam udawać głupią dziewczynkę… Za poważnie Liah, za poważnie….
- No, to co tu robimy, Pa-nie Świ-nio? - wycedziłam.
- Eh… Nigdy się nie zmienisz…
- Chciałbyś - pokazałam mu język.
- Wracając… A jak myślisz, po co przyprowadziłem cię na Arenę?
- Eeee… żeby jeszcze trochę mnie poprześladować?
- Nie, będziemy walczyć. - on też powoli tracił cierpliwość. Chyba chciał się wyładować.
- Że co?! Pojebało cię?!
- W żadnym wypadku. Mam nadzieję, że znasz zasady. Możesz iść się przebrać. Zaczynamy za pięć minut.
- Mądry się znalazł… - mruknęłam.
Widać tego debila nic już nie przekona. No, cóż muszę się przebrać i przeczytać zasady…

Wyjęłam mój telefon. Jednak nie jest to takie złe, może nawet przydatne. No dobra. Pojedynek Cieni, zasady. Bitwa odbywa się w ustalonych, zazwyczaj równych grupach. Tak, tak pierdoły do rzeczy, głupi poradniku… Przegrywa ten, który pierwszy będzie niezdolny do walki lub podda się. Czy jest tutaj ktoś tak głupi by tego nie wiedzieć?! Pojedynek toczy się, aż nie będzie pewne, że przeciwnik został pokonany. Walki na śmierć i życie są surowo zakazane. Nie wolno używać żadnych wspomagaczy. Każdy uczestnik może używać wszystkich swoich broni oraz zdolności. Tutaj jest jeszcze pięć stron! I ja mam to wszystko przeczytać? Pana Idealnego chyba coś rąbnęło. Teraz czas się przebrać. Ale...

Co ja mam ubrać? Gdzie mam znaleźć ubrania? Poszłam przed siebie. Arena była zadziwiająco wielka. W jednym z pomieszczeń znalazłam drzwi z moim imieniem. Każdy ma tu swój składzik czy jak? To co zobaczyłam w środku przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Znajdowało się tam pełno zbroi, kombinezonów i innych takich rzeczy. Myśl. Liah, myśl! Twoim atutem jest zwinność. Nie ubieraj niczego ciężkiego. Lekkie, ale dość mocne, żeby choć trochę zatrzymać kule Sorena… Mam! Idealne! Ubrałam długie czarne spodnie, które miały wszyte dość mocne ochraniacze zdołające zatrzymać pocisk, ale nie wiem czego spodziewać się po Krwawej Róży… Dobrałam do tego ciemną bluzkę, również z ochraniaczami i wysokie buty, z elastyczną podeszwą taką, która będzie pozwalać mi wybijać się wyżej. Związałam włosy i założyłam materiałową opaskę. Kiedy już miałam wyjść, drzwi otworzyły się i stanął w nich Soren.
- Spóźniłaś się. Minęło już SZEŚĆ minut. Miałaś być w pięć - oznajmił znudzony, bez emocji.
- Yhy. A CO GDYBYM BYŁA GOŁA, IDIOTO?! Wszedłbyś do środka? Może mam teraz mówić na ciebie Pan Zboczona Świnia?
- Dobra, zamknij się i chodź.
Kiedy on się zrobił taki… taki… inny? To nie Soren jakiego znałam do tej pory. Ten jest… taki obojętny, surowy…
- To zaczynamy. Pozwolę ci wybrać Arenę.

Wybrać Arenę? O co mu chodzi? Nie musiałam się długo zastanawiać. Przede mną stał wielki ekran, a na nim pełno lokalizacji. Miałam wybrać. Miałam wybrać miejsce, w którym będziemy walczyć. Coś zabudowanego, żeby miał jak najmniejsze pole widzenia, ale coś co przyda się mnie. To jest idealne! Ruiny zamku. Pełno miejsc na które mogę wskoczyć i przeszkoda dla Sorena, ponieważ jego Sokole Oko nie zobaczy wszystkiego.
- No dobra zaczynamy - powiedziałam.


*Liah chce skoczyć z okna*

"Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego"
~ Mizuri i Shinobuu

wtorek, 7 lipca 2015

Parę zmian!

Hey!
Jak wcześniej zapowiedziałam, zawieszamy Shadows, ale... Skoro wyjeżdżam dopiero 13.07 to wstawimy jeszcze jeden rozdział i jeden "ODCINEK SPECJALNY"  ^^
Rozdział jest już gotowy, ale czeka nas jeszcze korekta i przeczytanie całego na spokojnie rano :)
Okazało się, że Shinobuu też wyjeżdża, ale nie wie kiedy (Fuck Logic)
Miejmy jednak nadzieję, że będę miała internet! Chociaż mam parę wątpliwości...



*Jeśli się cofasz to tylko po to, by wziąć rozbieg*

~ Mizuri

piątek, 3 lipca 2015

UWAGA!

Hey!
Mam dla was złą i dobrą nowinę!
Zaczniemy od tej złej. Z racji tego, że niedługo wyjeżdżam na kolonię i wracam dopiero 25.07 "Shadows" zostaje zawieszone. Liczcie na Shinobuu ;) Dobrą wiadomością jest natomiast to, że jest możliwość iż będę miała internet w miejscu gdzie będzie odbywać się obóz, więc postaram się wstawić jakiś wiersz albo cokolwiek :D

~ Mizuri




wtorek, 30 czerwca 2015

Shadows - Rozdział III

Obudziłam się w moim pokoju. To znaczy moim NOWYM pokoju. Nadal byłam w Akademii. Eh… Musiałam zemdleć akurat pierwszego dnia? Gorzej być nie mogło. Ciekawe, czy Pan Świnia to widział…
- Wreszcie się obudziłaś - usłyszałam jego głos.
- S… Soren?! Co ty tu robisz? - powiedziałam ze zdziwieniem.
- A jak myślisz?! Pilnuje cię. Zemdlałaś w połowie biegu. Ty na serio nie masz kondycji.
Podniosłam się, usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. To co zobaczyłam kompletnie zbiło mnie z tropu. Zaczęłam się śmiać.
- O co ci chodzi? - zapytał Pan Świnia - Co cię tak śmieszy? Masz jakiś napad czy jak?
- Czy ty masz na sobie okulary?! Hahahaha! - znów zaczęłam głośno chichotać - I czytasz książkę?! Przez ile czasu siedziałeś obok mnie?
- Jakieś cztery godziny. Może więcej. Nie chciałem cię budzić, więc musiałem tu zostać. Gdybym cię zostawił wszyscy by się zaraz na ciebie rzucili.
No tak. Jestem Dziką, która znajduje się pośród ludzi z Wyższej Sfery. Skoro teraz już wiedzą kim jestem pewnie będą chcieli mnie zabić… I jeszcze Pan Wielmożny Król. Cały czas się obok mnie kręci, a dziewczyny mają fioła na jego punkcie.
- Chwila… Jak się tu znalazłam?
- Przeniosłem cię, strasznie jesteś ciężka. Powinnaś zrzucić parę kilogramów - odpowiedział.
- Że co proszę?! Nie żartuj tak Panie Świnio. Która godzina?
- Żartować? Proszę cię! To był lepszy trening siłowy, niż ten, który wykonuję normalnie! A jest coś koło szesnastej, ale ty zostajesz tutaj.
- Że jak?! Chcesz mnie zamknąć we własnym pokoju? - za kogo on się uważa?!
- Tylko na jakiś czas. Pamiętaj jutro zaczynasz lekcje o ósmej.
Prychnęłam tylko, a po tym Pan Świnia wyszedł. Dupek. On chyba serio myśli, że może mi rozkazywać… Nie mogłam tego tak zostawić! Postanowiłam zadzwonić do naszego “KOCHANEGO DYREKTORA”. Ta szkoła jest powalona… W biedniejszych dzielnicach przynajmniej nikt nie wyobrażał sobie, że ma nade mną władzę!

Spróbowałam wstać. Wszystko mnie bolało. I co ja mam tutaj sama robić? Muszę coś na to poradzić. Czy ten idiota nie mówił coś o tym, że został moim nauczycielem? Trzeba zadzwonić do tego szurniętego dyrektorka. Wyjęłam swój “smartphone” i wybrałam jego numer.
~ Eeee… Dzień dobry. Tutaj Merliah Gray. Chciałam zapytać o Sorena - zaczęłam rozmowę.
~ Witam. O co chodzi drogie dziecko? - usłyszałam głos “Morgana”.
~ Czy on został moim nauczycielem?! - emocje mi puściły i zaczęłam krzyczeć - Jakim prawem?!
~ Merliah! - wciął mi się w słowo ten popapraniec - Uspokój się! Soren Moon jest jedyną osobą, która może kimś takim być. Kiedy uczęszczał do akademii miał wybitne wyniki w nauce, teraz ma odpowiedni status i nie ma jeszcze pracy. Kiedy go o to poprosiłem, jako jedyny się zgodził. Nikt inny nie chce mieć z tobą do czynienia. Powinnaś być mu wdzięczna! - Że niby co, do cholery?! Mam być mu WDZIĘCZNA?! Chyba się przesłyszałam!
~ Co pan sobie wyobraża?! Nie obchodzi mnie, że nikt nie chce mnie uczyć! Sama sobie poradzę, wystarczą normalne lekcje! JA nie chcę się zadawać z NIM!
~ Czy pamiętasz, jaka była kara za nieposłuszeństwo w kwestii przybycia do akademii?
~ Śmierć - odparłam.
~ Dokładnie - poczułam, że się uśmiecha - To samo grozi ci, jeżeli nie będziesz chciała się podporządkować poleceniom moim i osób, które upoważnię do wydawania ci rozkazów. Jedną z takich osób jest Soren Moon. Od dzisiaj twój korepetytor i prywatny trener. A teraz żegnam.
Idiota się rozłączył. Eh… A więc to prawda! A więc Pan Świnia nie jest po prostu chory psychicznie! Chyba muszę się przystosować do sytuacji… Ale nie poddam się tak łatwo! Będę sprawiać tyle problemów, ile się da. A kiedy osiągnę pełnie moich możliwości, to ja ich wszystkich pozabijam. A zacznę od tego nadętego dyrektorka.

Stanęłam przed lustrem. W co ja byłam ubrana?! Czy… CZY PAN ŚWINIA MNIE PRZEBRAŁ?! Przetarłam oczy. To nie mogła być prawda. Byłam tak zła, że najchętniej wybiegłabym z pokoju i zatłukła go na śmierć. Co on sobie myślał? Spokojnie… Wdech… Wydech…
- ARGH! - krzyknęłam.
Muszę jakoś wyładować swoją frustracje. Spokojnie… Merliah uspokój się… Obróciłam się. Wszystko w Górnej Sferze było ogromne, wszystko w Akademii było ogromne, ale ten pokój to już przesada. Dwa piętra i to dla jednej osoby! Na dole znajdowało się wejście, moja prywatna łazienka i kuchnia. Na górze pełno książek, sypialnia, w której zmieściło by się pół mojej starej dzielnicy oraz gabinet. I to nie koniec! Każdy. KAŻDY w Akademii miał do dyspozycji podobne lokum… A znając życie nawet większe! Dobrze, że niektórzy dzielili takie mieszkanka na kilka osób… Gdyby sprzedać chociażby jeden taki pokój, uzyskałoby się pieniądze, żeby wykarmić ¾ miasta przez 3 miesiące.... Ta świadomość mnie dobijała. Przez mieszkanie tutaj czułam się zdrajcą. Przez jeden dzień żyłam sobie spokojnie ze pieniądze, które kiedyś wystarczyłyby mi na pół roku! Gdyby moja siostra mnie teraz widziała, pewnie by się załamała. Wyglądałam jak smutna księżniczka zamknięta w pięknej wierzy, o której inni by marzyli. Moja siostra… Biedna Via. Pewnie zupełnie sobie nie radzi w nowym środowisku. Wytrzymywałam tutaj głównie ze względy na nią, bo często kusiło mnie, żeby po prost dać się zabić. W takich momentach myślałam o niej. Cudownej małej dziewczynce o złotym sercu zdanej na siebie pośród tych wszystkich sępów. Nie wytrzymałam. Zbiegłam na dół prawie spadając ze schodów. Przez moment bałam się, że Pan Świnia będzie się tu gdzieś kręcił, ale najwyraźniej zajął się swoimi sprawami. Co za odmiana! Kiedy dotarłam do kuchni ochlapałam się zimną wodą i wypiłam chyba 3 szklanki cudownie przejrzystego i znajomego napoju. Tylko to powstrzymało mnie od wymiotów. Z całej siły kopnęłam w drzwi wejściowe głównie po to, żeby się wyżyć, a one, ku mojemu zdziwieniu się otworzyły! Ja straciłam równowagę i przez nie wypadłam. Myślałam, że w najlepszym wypadku skończę nieźle posiniaczona, a w najgorszym przygniecie mnie jakiś regał. Może to nie byłoby takie złe… Może nie musiałabym chodzić na lekcje… Kiedy według moich przewidywań powinnam była uderzyć głową w ziemię, ktoś mnie złapał. AHA! Więc Pan Wielmożny Prześladowca jednak mnie pilnował!
- Wiedziałam! Wiedziałam, że to ty! Soren?
- Nie, przykro mi… Jestem Christopher. Mów mi Chris.
- Aa… Ee… Merliah. Yy… Dzięki za ratunek - co za wstyd, a Vi się dziwi, że nie mam przyjaciół… - A tak właściwie… Co ty do cholery robisz pod moimi drzwiami?
- Przechodziłem? Mieszkam niedaleko. Tez miło mi cię poznać.
- Ech… Tak… No pewnie… Mi też… - dobra, normalne szło mi lepiej. To on był jakiś dziwny.
Pierwszy raz mu się przyjrzałam. Był bardzo przystojny. Jego złote oczy mnie przeszywały, a w nich widać było troskę. Jego blond włosy były… były… CHWILA, CZY ON MI SIĘ PODOBA?! NIE. NIE. MOŻE. BYĆ. Nie jestem tu żeby się zakochiwać -
- Mógłbym o coś spytać? - wyrwał mnie z zamyślenia chłopak.
- Tak?
- Co ty masz na sobie? - w jego głosie nie było kpiny, tylko czyste zdziwienie i ciekawość
Spojrzałam w dół i prawie skoczyłam z okna. Kompletnie o tym zapomniałam. Założyłam poprawka - Soren mi założył różową bluzkę ze świnką Peppą, NA TYM czarny koronkowy stanik, falbaniasta spódnicę, poszarpane spodnie, na nie naciągnięte podkolanówki w kolorowe paski i trampki nie do pary… ZABIJĘ, TEGO. IDIOTĘ. Do tego włosy miałam spięte w dwa kucyki, ale nie. To nie koniec! Jeden kucyk był na górze, a drugi na dole mojej głowy! Więc nie czytał przez ten czas, kiedy ja spałam. Mogłam się domyślić. Szybko wbiegłam z powrotem do mojego apartamentu i zatrzasnęłam drzwi. Co za przypał. Jak ja mogłam się tak ośmieszyć… I to przed jedyną osoba która była dla mnie miła. Zabiję go! ZABIJĘ!

Nienawidzę tej szkoły! Nienawidzę tych ludzi! Nienawidzę Sorena! Nienawidzę tego świata! Zemszczę się! Ale nie mogę zrobić nic głupiego… Nie mogę pozwolić, żeby mnie zabili. Będę lepsza od tych wszystkich idiotów. Muszę się uczyć, muszę to zrobić dla Vii, ale teraz muszę zrobić coś innego . MUSZĘ SIĘ PRZEBRAĆ. Szybko zdjęłam ubrania, które założył mi Pan Wielki Debil, przebrałam się w mój mundurek i zrobiłam sobie normalną fryzurę. Wzięłam klucz, zamknęłam drzwi i wybiegłam z akademika. Zmierzałam przed siebie i szukałam Sorena. Pełno Cieni patrzyło się na mnie ze zdziwieniem. Biegłam sprintem przez całą drogę. A oni mi mówią że nie mam kondycji! Nagle w coś uderzyłam.
- Patrzcie to ta nowa! - usłyszałam ochrypły, męski głos.
- Co ona tu robi? - odezwał się następny.
- Co wy na to, żeby ją zabić?
- Trzeba dać jej nauczkę za to, że w nas wbiegła.

Trójka chłopaków przywołała swoje Shatsu. Jeden miał miecz dwuręczny, drugi wielki sztylet , a trzeci topór. Ja przyzwałam swoją “Katanę Bogów”, czy jak to się tam nazywało i rzuciłam się do ataku. Pierwsza zasada - nie daj się zabić. Motto mojego życia. Natarli na mnie jeden po drugim. Odpierałam każdy atak i próbowałam przy tym zadać któremuś z przeciwników cios. Nie udawało się. Byli za dobrzy. W końcu uczyli się w akademii o wiele dłużej niż ja. Gdy napastnicy już trochę się zmęczyli miałam szansę. Mogłam coś zdziałać. Podskoczyłam, ale w tym momencie przeciwnicy zaczynając od tych dalej ode mnie zaczęli padać na ziemię. Ktoś się do mnie przedzierał. Zamknęłam oczy i się skupiłam. Wysunęłam ostrze przed siebie i pobiegłam w stronę tępych idiotów, którzy mnie zaatakowali. Nagle stało się coś dziwnego. Dwa paski materiału zwisające z rękojeści mojej katany zaczęły się wydłużać i sunąć przede mnie. W momencie, w którym miałam uderzyć ktoś chwycił moją rękę. To był Soren.
- Co ty tu robisz?! - wrzasnął na mnie - Miałaś zostać w pokoju!
- A jak myślisz, Panie Świnio?! Ktoś ubrał mnie jak debilkę i zostawił zamkniętą w mieszkaniu. Poprawka. Nawet nie zamkniętą. Czy ty serio myślisz, że nie wykorzystałabym takiej okazji?! Jeszcze będąc tak wściekłą! Co ty sobie myślałeś robiąc mi taką rzecz?!
Po tych słowach Pan Wielki Debil zrobił się czerwony. Cała szkoła na nas patrzyła, ale to nie wszystko. Trzech napalonych facetów nadal chciało mnie zabić.
- Odsuń się - mruknął Soren.
Przywołał swój pistolet i wycelował w przeciwników. Bez najmniejszej pomyłki trafił wszystkich. Czy on jest jakimś robotem?!
- Czy oni.. nie żyją? - zapytałam.
- Nie. To tylko środki usypiające. Chodź, za chwile się obudzą - Złapał mnie za nadgarstek tak jak ostatnim razem i pociągnął za sobą.
- O nie! Nie ma szans! - krzyknęłam bezsilna. Nie mogłam się wyrwać. Był za silny - Stój! Czy Wasza Wysokość Król Wszystkiego raczy stanąć i mnie posłuchać?!
- Zamknij się! - wrzasnął na mnie - Ile razy mam ci mówić, żebyś mnie tak nie nazywała w miejscach publicznych?! Czy choć raz w życiu nie możesz mnie posłuchać?!
- A czy ty chociaż raz nie możesz zachowywać się normalnie?! Nie no, bo przecież Pan Idealny nie musi nikogo słuchać! Jest najważniejszy i nikt mu nie dorównuje!
- IDZIEMY! - warknął i znowu spróbował mnie złapać. O NIE, TYM RAZEM NIE ODPUSZCZĘ.
Odsunęłam rękę, zacisnęłam pięści i z całej siły walnęłam go w twarz. Aż się zatoczył. Biłabym go dalej, gdyby przy kolejnej próbie nie chwycił mojego nadgarstka i nie przyparł do ściany. Drugą ręka walnął w ścianę zaraz obok mojej głowy.
- Jeszcze do ciebie nie dotarło, że masz mnie słuchać?! Wiem że rozmawiałaś z dyrektorem! JA. WIEM. WSZYSTKO. Nic przede mną nie ukryjesz! - teraz już mówił ciszej - Jesteś tylko marną Dziką!

Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział… Ale dlaczego mnie to obchodzi? Przecież go nienawidziłam!
- Soren? Molestowanie uczennic? Nie spodziewałem się tego po tobie! - skąd ja znam ten głos? Nagle kolejna silna dłoń pociągnęła mnie w swoją stronę. Co to ma być?!
- Czy ja, do cholery, jestem jakimś pieprzonym workiem treningowym?! - wrzasnęłam sfrustrowna.
- Liah, spokojnie, to ja - teraz dopiero zobaczyłam twarz tej drugiej osoby. To był Chris! Rumieniec oblał moją twarz. Nagle zrobiło mi się gorąco - Wszystko w porządku?
- T-tak, pewnie…
- Chwila! Wy się znacie?! - Pan Świnia chyba nieźle się zdziwił - Liah, wyjaśnij mi to!
- Bo co?! Co mi zrobisz?! Zabijesz mnie?! Przecież jestem tylko MARNĄ DZIKĄ! - całkowicie straciłam panowanie nad sobą. Co się ze mną działo?! Miałam się nie narażać. Przeżyć.
- Dobra, koniec. Idziesz ze mną - Pan Zaborczy Król znowu chciał mnie za sobą ciągnąć jak psa na smyczy w tym swoim uścisku jak imadło, ale Chris mnie zasłonił.
- Czy ona przypadkiem nie powinna mieć prawa wyboru? Może na przykład pójść ze mną, a nie z tobą. Albo po prostu odejść. Innymi słowy robić to, czego chce.
- Nie znasz sytuacji, Christopher, więc się nie wtrącaj! - oczy Sorena zamieniły się w wąskie szparki - Ona idzie ze mną.
- Liah, chcesz z nim iść? - zapytał zatroskany.
- Hmmm… Pójdę, muszę z nim coś załatwić… Ale nawet nie próbuj mnie chwytać, Panie Świnio! - zdecydowałam.
- Co? - Chris był zdezorientowany. Było widać niewinność w jego oczach.
- Nieważne - uciął Pan Wielmożny Prześladowca - idziemy.

Szliśmy w ciszy przez jakieś dwadzieścia minut, aż doszliśmy do męskiej części akademika. Więc tutaj mieszkał Jego Przewspaniała Wysokość.
- Ciekawe jak wgląda jego mieszkanie… ~ pomyślałam.
Weszliśmy, a właściwie on wepchnął mnie do środka. Tak jak się spodziewałam, wielki Soren Moon ma jeszcze większe mieszkanie niż ja i pewnie niż większość uczniów. Było tu nienaturalnie czysto, nic nie wskazywało na to, że mieszka tu dziewiętnastoletni chłopak. Na wielkim stole jadalnym leżał cały stos książek i jakieś ksero.
- A teraz będziemy robić to, co od początku powinniśmy. Siadaj - rozkazał i wskazał krzesło przy wspomnianym wyżej stole - Będziemy się U-CZYĆ!
- Co? - nie wiedziałam o co chodzi.
- Ile raz mam ci mówić, że jestem twoim nauczycielem? Nawet sam dyrektor próbował ci to uświadomić. I - na jego twarzy pojawił się diabelski uśmiech - powiedział też, że mogę stosować wszelkie środki, byle byś się czegoś nauczyła. Mogę stosować nagrody, zachęty, wszelkie KARY - ostatnie słowo podkreślił.
- Powaliło cię?! Od początku wiedziałam że jesteś jebniętym sadystą!
- Ucz się, gówniaro, bo będziesz walić okrążenia do rana! - popchnął mnie na krzesło.
- Dobra, dobra, Panie Jebnięty Profesorku Sadysto!
- Coś ty powiedziała? Masz tak do mnie nie mówić!
- Bo co, Panie Molestujący Uczennice??!
- CO?! CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!
- To może mam ci mówić Wasza Sadystyczna Wysokość?
- CZY TE KSYWKI KIEDYŚ CI SIĘ SKOŃCZĄ?!
- Masz dość, Panie Wielki Debilu?
- Jesteś beznadziejnie głupia!
- Po prostu jestem bardziej kreatywna niż Jego Wysokość Zaborczy Król!
- Że co?! ZABORCZY?!
- A nie, Panie Świnio?!
- O, czyli wracamy do punktu wyjścia…
- Im starsze tym lepsze!
- SIADAJ, BO ŻADEN SKLEP NIE SPRZEDA CI ŻELKÓW PRZEZ MIESIĄC!
- Czy ty mi grozisz żelkami? Według ciebie ile mam lat?! Może mam na ciebie mówić Głupi Król?
- Przecież dziewczyny najbardziej na świecie kochają żelki…
- CHYBA NIE TAKIE, KTÓRE NIE MAJĄ KASY NA JEDZENIE!
- Eh, widzę, że to na ciebie nie zadziała… Więc przejdźmy do brutalniejszych środków - przywołał swoje pistolety - siadasz czy strzelać? Ostrzegam: zanim zaatakujesz mnie swoją katana, ja zdążę trzy razy przestrzelić ci serce.
- CZY. TY. NIE. MASZ. ZA. GROSZ. DELIKATNOŚCI?! WYSTARCZYŁO POPROSIĆ!
- Więc PROSZĘ, zacznij się uczyć.
- No dobra, od czego mam zacząć?
- W sumie i tak miałam się uczyć, więc może on mi pomoże…- pomyślałam
- NARESZCIE… No to zaczynamy od historii...
- Chyba cię powaliło! - nigdy nie znosiłam historii
-  A co ty na Nauki o Shatsu? - zaproponował Pan Wielki Profesorek
- To jedyny temat jaki mnie ciekawił…
- Dobra, na ostatnich zajęciach z profesorem Williamsem nauczyłaś się, że można posiadać kilka Shatsu…
- Skąd ty to wiesz?!
- Mówiłem, JA WIEM WSZYSTKO. A teraz nie przerywaj! Powiedziano wam też jak można je znaleźć. Jak?
- Eeee… noo… Tak? Na prawdę? Nie przypominam sobie…
- Wiedziałem! A teraz przyznaj się, nie słuchałaś, czy nie rozumiałaś ani słowa?
- Yyyyy… przecież tak bardzo chciałeś mnie uczyć! Nie zawracajmy sobie głowy zbędnymi sprawami, tylko przejdźmy do rzeczy! - wykręciłam się.
- Tak jak myślałem… Ale już nie ważne… A więc musisz zamknąć oczy, porządnie się skupić, wyobrazić sobie swoje wnętrze, i poczuć broń. Na początku wyczujesz ja jako niewyraźny kształt w twoim wnętrzu. Jedyne co musisz zrobić to po niego sięgnąć. Kiedy otworzysz oczy, będziesz trzymała swoje nowe Shatsu. Nazywamy to Ceremonia Pierwszego Przyzwania. A teraz spróbuj!
- Że co? Mówisz, jakby to było proste! - zbulwersowałam się.
-  No patrz, wdech, skupienie, wydech, i BUM, Shatsu! - Pan Wielki Idiota znowu się wydurniał… Teraz trzymał w rękach duży, czarny pistolet z czerwonymi grawerunkami. To nie był jeden z pistoletów, których używał na co dzień. Był niezwykły.
- To Krwawa Róża, jedna ze Świętej Siódemki Shatsu. Mam ją od kiedy zacząłem szkołę - na zwierzenia mu się zebrało?!
- Czemu mi to mówisz?
- Żeby pokazać, że to nic trudnego. Po prostu ty jesteś na tyle tępa, że sobie z tym nie radzisz - na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Przecież w mojej klasie niektórzy mieli problem z przyzwaniem pierwszej broni…
- Po pierwsze - oni są od ciebie o dwa lata młodsi - przerwał mi Pan Świnia - po drugie - oni pierwszy raz w życiu przyzywali Shatsu. Cywilizowane Cienie nie robią tego przed wstąpieniem do Akademii. TY walczysz swoją kataną od najmłodszych lat - już chciałam zapytać, skąd to wie, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Znałam odpowiedź. “JA WIEM WSZYSTKO”. Nie znosiłam go! - A teraz spróbuj!

Skupiłam się i spróbowałam wyobrazić sobie moje wnętrze. Nie byłam już w czystym, spokojnym mieszkaniu w towarzystwie irytującego nauczyciela. Otaczała mnie ciemność. Co jakiś czas można było zauważyć czerwone żyłki na czarnym tle. Nie widziałam nic innego, dopóki się nie obróciłam. Za mną stała Vi. Uśmiechała się i rozjaśniała tą mroczną pustkę. Poczułam miażdżącą tęsknotę i chciałam się na nią rzucić, ale wiedziałam, że to tylko mój umysł. Jej tu nie ma. Kiedy znowu się obróciłam, zobaczyłam moją katanę i obok niej jakiś zamazany kształt. Nie daleko dostrzegłam jeszcze jedna rzecz. To moja stara, zwyczajna katana! Więc jednak nie ewoluowała! Po prostu przyzwałam inną. Ucieszyłam się, bo wiązało się z nią wiele wspomnień. Ale nie czas na to. Sięgnęłam po zamazany kształt i otworzyłam oczy.
- Nie no, ty jesteś jakaś powalona, przecież to nie jest możliwe! - krzyknął Soren
- Ale o co ci chodzi?
- Przecież to nie może być… - jego słowa przerwał huk. W drzwiach do mieszkania stanął dyrektor Morgan.


*le Chris*

"Niektórym do szczęścia brakuje tylko obecności innego człowieka"

~ Mizuri i Shinobuu


Nowa autorka?

Hey!
Zauważyliście coś nowego? Tak! Shinobuu oficjalnie dołączyła do załogi. Mam nadzieję, że gorąco ją powitacie ^^


*Idealne odwzorowanie Mizuri i Shinobuu XD*

"Czemu tu jesteś? Po co tu jesteś? Przecież jestem inna... - Co z tego? I tak jestem twoją przyjaciółką"

~ Mizuri

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Shadows - Rozdział II

Odwróciłam wzrok. Czego on może ode mnie chcieć? Nie dość, że mnie tu zaciągnął to pewnie będzie próbował jakiś szatańskich sztuczek…
- Cześć, jak ci się podoba Uniwersytet, Li-ah - ostatnie słowo wypowiedział patrząc mi w oczy i szczerząc się z pogardą.
- Pozwolił ci ktoś tak do mnie mówić? - warknęłam.
- To może mam mówić do ciebie Mer?
- Zamknij się! Tylko moja siostra może tak mówić. Niech już będzie ta Liah… Panie Świnio.
- Panie Świnio? Co to ma być? - zapytał ze zdziwieniem.
- To może mam mówić Dziu-bas-ku? - tym razem to ja przejęłam kontrolę.
To przezwisko pochodziło z ulubionego serialu mojej siostry. Po moich słowach Soren zrobił się czerwony jak burak.
- Yyy… - zaczął chłopak - Wracając, co tu robisz?
- Dopiero co przyszłam, idę do jakiegoś dyrektorka po plan lekcji czy coś takiego.
- Chodź zaprowadzę cię… Liah - dodał po chwili.

Gdy przybyłyśmy do Stolicy dostałam nowe ubrania, w tym mundurek składający się z czarnej spódnicy i marynarki z białymi zdobieniami oraz ciemno szarej koszuli, rzeczy, sprzęt. Miałam na sobie krótkie, czarne spodenki, wysokie, ciemne, wiązane buty, białą bluzkę na ramiączkach z jakimś nadrukiem i skórzaną kurtkę. Tym razem włosy miałam związane w kucyka, słyszałam, że będę mieć jakieś ćwiczenia fizyczne, więc rozpuszczone tylko by mi przeszkadzały. Dostałam też parę przedmiotów codziennego użytku, ręczniki, szczotkę do włosów i takie inne. Mam też coś podobnego do urządzenia, które w przeszłości nazywano “telefonem’. Osobiście uważam to za zbędny wydatek, ale tutaj najwyraźniej jest on na porządku dziennym. Każdy ma swój “smartphone”, jak to mówią, a nie dość tego większość rozpuszczonych nastolatków kupuje sobie coraz to bardziej ulepszone wersje tego wynalazku i się nimi przechwala na każdym kroku. To żałosne. W biedniejszych ulicach ludzie nie mają dachu nad głową i umierają z głodu, a tutaj rozwydrzone bachory wydaja swoje niebotyczne kieszonkowe na takie bzdety… Jakby tego było mało, nie jest tak, że bogaci ludzie nie wiedza co się dzieję. Oni po prostu uważają nas za nic nie warte jednostki, zwierzęta… chwila, może już nie powinnam mówić “nas”? Może teraz zaliczam się do tych płytkich ignorantów? Ta myśl mnie przeraziła, ale w tym momencie Soren oświadczył, że dotarliśmy do gabinetu dyrektora. Pan Świnia szyderczo otworzył przede mną drzwi i gestem kazał wejść. Sam wszedł do środka zaraz za mną.

Pokój w którym się znalazłam był ogromny, ciemne, dębowe meble, pełno książek, piękny dywan… Właściwie bardziej przypominał salę balową. Na środku pomieszczenia stało wielkie biurko za którym siedział jakiś starszy facet ubrany w paradny, wręcz śmieszny, kolorowy garnitur.
- Dzień dobry, panie dyrektorze - odezwał się Soren Pan Świnia.
- Witam, witam. Widzę, że przyprowadziłeś dziewczynę. Miło mi cię poznać jestem Joseph Morgan, dyrektor i założyciel akademii.
- Tak, sprawiała wiele problemów, ale w końcu się udało.- dupek, zachowywał się jakby mnie tu nie było i co gorsza jakbym była jego własnością.
- Tak, tak. Oto twój plan lekcji - powiedział Cholerny Dziadek i podał mi kawałek papieru - Mam nadzieję, że miło spędzisz czas w naszej szkole - Może jednak on nie jest taki zły? - No dobrze, nie przedłużajmy, idź już na lekcje - powiedział dyrektorek.

Odwróciłam się na pięcie, pożegnałam “Morgana”, otworzyłam drzwi i już miałam wychodzić, ale się zatrzymałam.
- Panie Świnio zaprowadzisz mnie do sali? Jeszcze nie znam dobrze tej szkoły…
Pan Król Idealny mruknął coś pod nosem, podszedł do mnie, chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął przed gabinet.
- Nie mów tak do mnie przy innych! - wycedził jadowitym głosem Soren.
- A co? Zabronisz mi? - co za uparty dzieciak.
- Eh… Widzę, że cię nie przekonam… LIAH - czy on właśnie robił sobie jaja z mojego imienia?- Jaką masz teraz lekcję?
- Czekaj już patrzę… Chwila… - spojrzałam na kartkę i odszukałam dzisiejszy dzień - Teraz mam Nauki o Shatsu.
- Co?! Przecież to na drugim końcu szkoły! Chodź!
Pan Świnia znowu ścisnął mój nadgarstek i pociągnął mnie za sobą. Już po minucie byłam wycieńczona. On przemieszczał się z taką prędkością, że jeszcze chwila i bym padła. Zatrzymałam się. Pan Idealny stanął metr przede mną i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Co tam, Liah? Już nie wyrabiasz? Jak ty zamierzasz sobie tu poradzić?
- Odwal się… Jestem wycieńczona… Nie spałam całą noc przez tą przeprowadzkę. Czy ty na serio myślisz, że dziewczyna, którą przez całe życie musiała uciekać nie ma kondycji?!
- Ah… Chodźmy już...

Jego mina trochę zrzedła. Znów biegliśmy - w sumie to Soren mnie ciągnął za sobą - przez długi korytarz, po schodach, a potem skręciliśmy w prawo i znaleźliśmy się przed wielkimi drzwiami. Wpadliśmy z hukiem do środka
- Uf… Ledwo zdążyliśmy - westchnął Soren.
Nagle na sali zapanowała cisza, a potem pełno szeptów. On jest jakiś popularny czy co?
- Soren! Patrzcie to SOREN! Co on tutaj robi z tą dziewczyną? - usłyszałam kilka głosów.
- No to ja cię zostawiam, uciekam zanim mnie zjedzą - odezwał się Soren.
- Kim ty jesteś? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Zapytaj kogoś - odpowiedział i pokazał mi język - ja lecę, napisz do mnie po zajęciach to zaprowadzę cię do następnej sali. Masz w komórce mój numer.
- To pa, Panie Świnio! - krzyknęłam na pożegnanie.
- Mówiłem żebyś tak do mnie nie mówiła w miejscach publicznych!
- Oczywiście, Wasza Przewspaniała Wysokość!
Pokazał mi tylko jeszcze raz język i wyszedł. Sala była ogromna - zresztą jak wszystko w tej szkole - na dole znajdowała się mównica i wielka tablica, wyżej znajdowało się osiem rzędów ław, a na suficie wisiał wielki żyrandol. Na ścianach były rozwieszone piękne obrazy, a światło wpadało do pomieszczenia przez wielkie okna. Zajęłam miejsce na samym tyle, przy oknie. Nie chciałam rzucać się w oczy. Obok mnie, to znaczy kilka miejsc dalej, ale w tej samej ławce, siedziała tylko jedna dziewczyna.
- No dobrze zaczynamy lekcje - usłyszałam głos nauczyciela - Jak wiecie do naszej szkoły dołączyła Merliah Gray, córka Nathana Graya... kowala. Pochodzi z miasta Queensfors w północnej części Dolnej Sfery. Wczoraj została Cieniem.
Na sali znowu rozległy się szepty i co jakiś czas zduszone śmiechy. Doszło do mnie parę słów, ale nie musiałam się wysilać żeby domyślić się co mówią. “To ta DZIKA”, “Jak ona mogła trafić do tej szkoły?!”, “To hańba dla Cieni!”. To był tylko początek. Czym ja sobie na to zasłużyłam? Odpowiedź jest banalnie prosta. Byłam biedaczką, która została dopuszczona do idealnego środowiska tych ludzi. Najwyraźniej im się to nie spodobało. Pan Świnia pożałuje tego, że mnie tu przyprowadził… Nagle przysunęła się do mnie siedząca obok blondynka.
- Co cię łączy z Sorenem Moonem, obdartusie? - warknęła.
- A co ci do tego, wścibska małpo?
- Taka Dzika jak ty nie powinna znajdować się w takim miejscu. Gadaj co cię z nim łączy albo pożałujesz.
- Eh… Chyba nie obejdzie się bez takiego czegoś. No, ale dobra powiem ci w zamian za trochę informacji. Co ty na to?
- Niech ci będzie, ździro….
- Najpierw informacje. Kim tak na prawdę jest Soren, za kogo go uważacie? Czy jest tu kimś ważnym?
- Ty na serio nic nie wiesz? Można było się tego spodziewać po kimś takim… No dobra. Soren jest pierwszym, który skończył szkołę w wieku siedemnastu lat. U Cieni jest kilka poziomów, w skrócie zaczynasz od Nowicjusza, czyli totalnego zera, następnie jest Uczeń, potem Student, Praktykant, Kinan, Mistrz, a na samym końcu jest najmocniejszy Cień nazywany Juara. Obecnie jest nim Dyrektor Joseph. Soren jest na poziomie Kinana, ja jestem Uczniem, a ty Nowicjuszem. Oczywiście ta hierarchia jest skrócona, ponieważ cała zawiera wiele rozwinięć. Ogółem szkołę kończy się w wieku dziewiętnastu lub dwudziestu lat gdy osiągniesz poziom Kinana. Soren jest też wielbiony przez większość dziewczyn w szkole, ponieważ jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków (niektóre twierdzą że jest najprzystojniejszy) w akademii i wygrał ostatnie Igrzyska Cieni.
- Dobrze, no więc jeżeli już wszystko wiecie to możemy zacząć - przerwał nam głos nauczyciela - Dzisiejszą lekcje poświęcimy wam. Opowiem dzisiaj o waszych słabościach oraz kilku podstawowych rzeczach o Shatsu - wolałam się nie przyznawać, że nie miałam pojęcia co to - Każdy z was posiada swoją unikatową broń, jednak możecie mieć ich więcej - więc chodzi o naszą broń! - Przy wyższym skupieniu można przywołać ich kilka naraz. Shatsu można zdobyć w określony sposób, kupić od innego Cienia albo znaleźć je w sobie. Niektórzy posiadają w sobie już kilka oręży nawet o tym nie wiedząc. - Chwila co? Shatsu to nasze bronie? Mogę mieć ich więcej?! - Jako iż jesteście w większości Nowicjuszami zaczniemy od przyzwania Shatsu. Oczywiście Uczniowie siedzący tutaj za karę też muszą to zrobić - przy tych słowach patrzył znacząco na dziewczynę obok mnie. Niech każdy po kolei tutaj wyjdzie i przyzwie swoją broń. Pamiętajcie, SKUPIENIE. Jeżeli poczujecie niepewność wasze Shatsu zniknie. Pewność siebie to wasz atut. Jedynym sposobem na zabranie wam broni przez przeciwnika jest zachwianie waszej równowagi.

Każdy po kolei wychodził na środek. Widziałam pełno różnych oręży od toporów, przez różne miecze, łuki, bicze, noże, aż po różne pistolety i karabiny, ale nikt nie miał katany takiej jak moja. Niektórzy mieli dość duży problem z przyzwaniem swojego Shatsu. Czyli to był jakiś wyczyn? Ja przyzywałam moje od najmłodszych lat… Może dlatego, że moje życie cały czas wisiało na włosku? Musiałam tym sposobem bronić siebie i siostrę, która nie miała takich zdolności. Po chwili nadeszła moja kolej.
Znowu rozległ się szum i kolejne szydercze śmiechy. “Ciekawe czy ta Dzika w ogóle umie coś przyzwać”, “Może to tylko zwykła pomyłka, może tak na prawdę nie powinno jej tu być?”. Nie zwracałam na to uwagi. Szłam przed siebie. Dotarłam do nauczyciela. Skupiłam się. Bez najmniejszego wysiłku przyzwałam katanę, ale nie wyglądała tak jak zwykle. Była większa, dłuższa, bardziej się błyszczała, rękojeść się zmieniła, była ciemno-czerwona, w kolorze krwi, a przy końcu zwisały dwa długie i cienkie paski materiału. Była piękna. Usłyszałam huk. Nauczyciel upuścił na ziemię kubek z kawą, którą akurat popijał.
- N… nie możliwe - wydukał - Czy ty wiesz co to za broń?!
-Katana?
- To przecież Katana Demonów! Jedna ze Świętej Siódemki Shatsu! Skąd ty masz taką broń?!
Zauważyłam, że na dworze coś gwałtownie spadło z drzewa. Na jednej z gałęzi siedział Pan Świnia, a z jego ręki właśnie wypadło jabłko. Szybko schowałam Katanę i wróciłam na miejsce. Idiota! Nie ma co robić z życiem oprócz prześladowania mnie?! Nauczyciel kontynuował swój wykład, na sali zapanowała cisza, a ja do końca lekcji czułam na sobie wzrok wszystkich obecnych tu osób.

~~~

Po całej lekcji składającej się głównie z nudnego wykładu, szyderczych szeptów i zduszonych chichotów wyszłam z wielkiej sali lekcyjnej i zaraz potem napisałam do Sorena. Wcale nie miałam na to ochoty, ale nie mogłam zrobić niczego innego, bo, choć wolałabym żeby było inaczej, potrzebowałam go jako przewodnika. Kiedy tylko Pan Wielki Prześladowca się zjawił od razu zaczął się drzeć.
- CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! JAK MOGŁAŚ ZATAIĆ TAKĄ WAŻNĄ INFORMACJĘ?! Liah, to wszystko zmienia! Teraz będziesz wychwytywana przez różnego rodzaju kupców i jeśli nie będziesz dobrze przygotowana w końcu ktoś odbierze ci Katanę siłą!
- Spierdalaj! Nie masz prawa mi rozkazywać! Co TY sobie wyobrażasz śledząc mnie, Panie Świnio?!
- Och, właściwie to mam prawo, bo jestem twoim NA-U-CZY-CIE-LEM! - wycedził - Nasz drogi dyrektor Morgan zarządził, że jeśli pojawią się jakieś komplikacje, JA mam się tobą zająć, jako twój prywatny trener i korepetytor! A komplikacje się pojawiły i to jakie! Nie dość że zataiłaś przed nami taką informację, to jeszcze widać na pierwszy rzut oka, że nic nie zrozumiałaś z wykładu! Tak więc masz robić, co karzę!
- Co ty sobie wymyśliłeś?! Nie jestem głupia, myślisz że w Queensfors nikt nie próbował wmawiać mi kłamstw, żeby mnie wykorzystać?! A teraz, jeśli pozwolisz, muszę iść na lekcje i z tego co pamiętam obiecałeś mnie na nie zaprowadzić, Wasza Wielmożna Wysokość! Następne mam zajęcia sportowe - w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że cały korytarz na nas patrzy - Chodźmy, bo twoje liczne wielbicielki mnie ukamieniują, Panie Świnio.- dodałam już ciszej.

Soren chyba odpuścił, bo nie oglądając się na mnie ruszył w stronę drzwi wyjściowych, a ja poszłam za nim. Czyli treningi odbywały się na świeżym powietrzu. Pierwsza dobra wiadomość tego dnia. Dusiłam się w tych gigantycznych salach walących po oczach przepychem. Może na zewnątrz poczuję się lepiej… Kort Treningowy był wspaniały. Miał kształt wielkiej elipsy, w środku znajdowały się przeróżne sprzęty do ćwiczeń siłowych, miecze treningowe, strzelnice itp, a wszystko to otaczał tor do biegania. Jedno okrążenie mogło mieć z osiemset metrów. Na uboczu stały dwa małe domki, jak się domyśliłam szatnie.
- Tam masz szatnie, twój strój sportowy jest w szafce z twoim imieniem jak tylko się przebierzesz masz iść na kort - Soren w końcu się odezwał - Będę na trybunach i poobserwuję, jak sobie radzisz ze sportem, Do obaczenia, Liah.

Kiedy włożyłam na siebie czarne szorty i szary podkoszulek i dołączyłam do reszty klasy, trener już czekał, na początek kazał nam zrobić dwa okrążenia po wyznaczonym torze. Normalnie to byłoby da mnie nic, ale dzisiaj byłam wycieńczona. Właśnie zdałam sobie sprawę, że przez cały dzień zjadłam tylko jabłko i to wcześnie rano, a była już dwunasta! Miałam złe przeczucia co do tej lekcji, ale i tak się starałam. Jednak mimo tego, nie dałam rady. W połowie pierwszego okrążenia zemdlałam.


*le Soren*

Hey! Na koniec kilka słów ode mnie. Ostrzegam, że kilka szczegółów w rozdziałach oraz zdjęcia mogą się zmienić, ponieważ na bieżąco poprawiamy z Shinobuu tak żeby wszystko się zgadzało ;)

"Czy wszystko musi być takie monotonne? - Nie. Po prostu musisz znaleźć trochę koloru w tej szarości"

~ Mizuri i Shinobuu